Diablo® III

Patriarchowie byli głosem samych bogów, patronami prawości. Spłodzenie przez jednego z nich dziecka o wyglądzie Miszki w najlepszym wypadku uznane zostałoby za zły omen. Ale w tych ponurych i złowieszczych czasach, posiadanie takiego potomstwa poddałoby w wątpliwość nieskalaną czystość patriarchów. Z tego powodu, jak wywnioskował Zota, święty przywódca postanowił pozbyć się syna. Tylko dzięki staraniom matki i garstki lojalnych sług Miszka uniknął śmierci i został wywieziony z Iwogrodu w samo serce Gorgorry.

Kiedy Zota skończył opowiadać, Akijew patrzył na niego uważnie. Nie podważył historii, ani nie zadał żadnego pytania. Powiedział tylko: – Usłyszałeś jedynie kłamstwa, którymi karmił cię demon.

– Wiem, że to niewiarygodne, ale wierzę, że jest niewinny.

Wierzysz? Czy przysiągłbyś na honor adepta zakonu, że to prawda?

– Tak. – odrzekł Zota, ale w jego głosie brak było przekonania.

Akijew opuścił głowę i wziął głęboki oddech. – Zatem myliłem się...

– Jak mówiłeś: nic w Gorgorze nie jest takie...

Akijew przerwał mu nagłym kopnięciem z półobrotu, które trafiło Zotę w mostek. Z płuc młodszego mnicha uszło powietrze.

Pociemniało mu w oczach i zabuczało w uszach. Usłyszał krzyk Miszki. Kiedy odzyskał wzrok, ujrzał, że Akijew stoi obok i trzyma dziecko za włosy.

– Myliłem się co do ciebie. – rzucił gniewnie Akijew. – Jak mogłeś tak bardzo zboczyć z drogi? To właśnie jeden z patriarchów powiedział mi o demonie! Kim jesteś, by kwestionować słowa pomazańca?"

Zota próbował wstać wspierając się na kiju. Uderzyły go słowa Nieustępliwego. Pomyślał: Jeden z patriarchów mu powiedział. Czy reszta wiedziała o misji?.

– Zabij stwora... – rozkazał Nieustępliwy. – ...a twoje grzechy zostaną ci odpuszczone.

Chęć, by posłuchać rozkazu, była przemożna. Zota całe życie postępował zgodnie z naukami mistrza. Sprzeciw przychodził młodemu mnichowi z takim trudem, że niemal przyprawiał go o fizyczne cierpienie. Jednak wewnętrzny głos podszeptywał Zocie, że tak właśnie należy postąpić. Intuicja, przeczucie, które przez lata treningu Akijew próbował w Zocie stłumić, teraz znowu się odzywały. Stały w sprzeczności z wszystkim, czego Zotę uczono, ale na swój niewytłumaczalny sposób, rozjaśniały ogląd sytuacji.

– Nie... On nie jest... – zdołał wydusić Zota, dysząc charkotliwie.

Mistrz westchnął. – Miałem nadzieję, że będziesz silny, że przezwyciężysz słabość. Ale nadal jesteś chłopcem. To moja wina.

– Bogowie są niespokojni, sam mówiłeś, mistrzu. – odparł Zota, po czym zebrał się na odwagę, by wyrzec bluźnierstwo. – Patriarcha, który cię wysłał, nie dba o zachowanie równowagi. Demon, którego szukasz, jeśli w ogóle istnieje, jest gdzie indziej.

Akijew wbił mu kolano w brzuch. Młody mnich upadł. Podniósł wzrok na zbliżającą się dłoń mistrza. Poczuł rwący ból w czole i ciepło zalewające mu oczy i nos. Kiedy Akijew cofnął dłoń, Zota ujrzał w niej krwawy płat skóry z wytatuowanymi symbolami ładu i chaosu.

– Nie masz już prawa nosić tych świętych znaków! Nie jesteś mnichem… Natychmiast wróć do klasztoru i czekaj na moje przybycie. Patriarchowie osądzą twoje świętokradztwo.

Nieustępliwy odwrócił się, ciągnąć za sobą Miszkę. Zwalczywszy wstyd, Zota powstał. Świadectwo porażek oraz nauk wyryte na kiju zdawało się ranić jego dłoń.

Gniew palił go jak ogień … gniew wzniecony przez upokorzenie ze strony Akijewa, i przez zduszoną dziecięcą wiarę, którą Nieustępliwy tak gardził.

Zota rzucił się na Akijewa, błyskawicznie skracając dzielący ich dystans. Uderzył mistrza kijem w szyję. Od wysiłku ramiona Zoty zadrżały, jakby napotkały litą skałę. Kij się ugiął, pęknięcie na broni się powiększyło.

Akijew zachwiał się lekko, lecz to wystarczyło, by Miszka zdołał się wyrwać.

– Ukryj się, jak ci matka kazała! – wykrzyczał doń Zota. – Nie wychodź, aż usłyszysz melodię! Potykając się Miszka zniknął w lesie. Zota wiedział, że chłopiec sam daleko nie zajdzie.

Ale Akijew chwycił przynętę. Dobył bułata i puścił się w pogoń za małym uciekinierem, ostrze szabli zamigotało blado w leśnym półmroku. Zota błyskawicznie skierował bo w pierś Nieustępliwego. Akijew bez trudu sparował uderzenie i zamachnął nisko szablą z oślepiającą szybkością. Zota równie szybko zrobił obrót, odbił się od ziemi, a następnie od drzewa z tyłu i przeskoczył nad starszym mnichem.

Ostrze Nieustępliwego przecięło pień. Ogromna sosna zaczęła się chwiać zagrażając stojącej na polanie jucznej bestii. Zwierzę prychnęło i ociężale ruszyło przed siebie. Grzbietem zahaczało o niskie konary, gubiąc w nieładzie juki i torby. Zota drgnął, gdy sosna z potężnym hukiem uderzyła w ziemię.

Rzeczy Akijewa rozsypały się na wszystkie strony. Największa torba rozerwała się, a ze środka wytoczył się przedmiot pokryty solą i ziołami. Blady i w stanie rozkładu. .

Głowa kobiety. Twarz zastygła w niemym krzyku. Pasma czarnych włosów rozsypane na leśnym runie.

Fragmenty układanki ułożyły się w całość. Wymordowana karawana. Ciało bez głowy. Demon.

Zota popatrzył na Akijewa z niedowierzaniem. Mistrza można było nazwać najokrutniejszym i najbardziej surowym z mnichów, ale Zota nie sądził, że Nieustępliwy zdolny jest do zwykłego morderstwa.

Nie wyobrażał sobie, aby patriarchowie mogli zaaprobować rzeź karawany, bez względu na powód. Nie, stała się straszna rzecz. Było oczywiste, że ojciec Miszki był jednym z patriarchów oddanych chaosowi i że działał bez wiedzy pozostałych władców. Możliwe, że dlatego wybrał Akijewa – człowieka, który bez wahania wykonywał nakazy.

Akijew nawet nie spojrzał na głowę. Wbił bułat w lewe ramię Zoty, rozcinając mu mięśnie do kości. Ręka młodego mnicha zwisała bezwładnie. Odsunął się o kilka kroków, żeby dojść do siebie.

Zota zamachnął się kijem, markując uderzenie w głowę, a następnie wymierzył Nieustępliwemu kopniaka w brzuch. Akijew złapał go za kostkę i rzucił na powalone drzewo.

Zanim Zota zdołał uskoczyć, mistrz uderzył bułatem. Zota machnął kijem, aby odbić cios, ale w obliczu legendy, z którą się mierzył, czuł się bezbronny. Jego umysł ogarnęło zwątpienie tak, jak podczas treningów. Szabla rozłupała bo, ale kij zdołał osłabić i odbić atak. Bułat Akijewa ciął poprzecznie pierś zostawiając płytką ranę.

Zota podparłszy się zdrową ręką próbował wstać, ale padł na kolana powalony bólem.

– Walczysz tak, jak sądziłem, bez pomyślunku i zdecydowania – stwierdził Akijew z pogardą.

– Wiesz, że chłopiec nie jest demonem. – zdołał wykrztusić Zota.

– Wiem tyle, ile powiedział mi patriarcha. Nie kwestionuję jego słów.

– Karawana… Zamordowałeś tych ludzi.

– Wypełniłem mój obowiązek.

– Obowiązek kazał ci nająć bezbożników i mordować niewinnych?

– Bandyci byli moim narzędziem tak, jak my jesteśmy instrumentami bogów. Posłałbym ich na sąd boży, gdyby to oni przyprowadzili mi demona. A co do uchodźców, ukrywali stwora. Kiedy zapytałem, gdzie się schował, obrazili patriarchów. Wędrowcy zginęli jak psy, którymi byli.

Akijew wskazał na ściętą głowę. – Należy do diablicy. Wziąłem ją na dowód jej śmierci. Była niewolnicą dziecięcego demona. Wszetecznicą, którą stwór wysyłał do wiosek, by zwabić nowe ofiary.

– Kłamstwo. – odpowiedział Zota. – Jego ojciec, patriarcha, zlecił to morderstwo ze strachu. Bał się, że lud uzna go za nieczystego, że poddani obrócą się przeciw niemu, jeśli wyjdzie na jaw, że spłodził kalekie dziecko. Porzucił równowagę dla własnych celów.

– Nigdy nie pojmiesz, czym jest obowiązek – skrzywił się Akijew. – Potępiasz moje czyny patrząc na nie ludzkim okiem, lecz kieruje mną wola bogów. Jesteś gorszy od heretyków. Plamisz honor mój i całego zakonu. Postawię cię przed sądem bożym.

– Wiesz, że to tylko chłopiec, a jednak wolisz zignorować prawdę. – stwierdził oskarżycielsko Zota, gdy Nieustępliwy wzniósł szablę. Przez chwilę w oczach mistrza pojawiło się zwątpienie, jednak i tak zadał cios.

Czas zwolnił, kiedy klinga zaczęła opadać… Nagle Zota doznał olśnienia, zdał sobie sprawę, że to nie on zboczył z drogi, lecz Akijew. Nieustępliwy okazał słabość, ugiął się pod naporem chaosu i stał się ślepy na prawdę.

Zota wzniósł modły do milczących bogów o siłę. Jeśli w Gorgorze pozostało cokolwiek niewinnego, wiedział, że był to Miszka. Młody mnich skupił się na tej jednej myśli, przypomniał sobie, że przez cały czas kierował się prawami równowagi. Stłumił strach i ból, skupił siłę w dłoni i skierował ją na nacierające ostrze.

Chwycił szablę Nieustępliwego. Uderzenie miało impet spadającej lawiny. Ale Zota wiedział, że nie ugnie się tak, jak Akijew. Nie złamie się.

– To tylko chłopiec. – warknął przez zęby, objąwszy ostrze palcami. – Jeszcze możesz zrobić to, co należy!

Milcz! – ryknął starszy mnich. Pot skroplił mu się na brodzie, próbował wyrwać bułat z uścisku Zoty. Kiedy stwierdził, że mu się nie uda, Nieustępliwy pochylił się i naparł swoim ciężarem na stal w dłoni ucznia.

„Nie ugnę się. Nie złamię” – powtarzał sobie w duchu Zota.

Młody mnich z pierwotnym rykiem zgiął nadgarstek. Broń Akijewa złamała się jak sucha gałązka i starszy mnich runął z impetem do przodu. Zota obrócił złamane ostrze i z wysokiego zamachu przeciął szyję Akijewa tak szybko i sprawnie, że głowa oddzieliła się od ciała dopiero, gdy starszy mnich runął na ziemię.

Nieustępliwy

Mnich

Pobierz opowiadanie w formacie PDF